Sezon rowerowy rozpoczęty. Historia z rowerami:)

21:28:00






Kolejny wpis chciałabym poświęcić wycieczce rowerowej, na którą wybrałam się w ostatni weekend (sobota 14.05.16r.) z moją siostrą i chłopakiem:) Patrząc na pogodę myślę, że jutro to powtórzymy:) Była piękna słoneczna pogoda tego dnia, ale niestety strasznie wiało:( Głowę chciało urwać, no ale nie zrezygnowaliśmy z naszej wycieczki o nie! Wybraliśmy się jakoś po 15, zaczynając oczywiście od zakupów w Lidlu ( woda i te sprawy).
Pojechałyśmy z siostrą drogą gdzie kiedyś mieszkałyśmy "stare śmieci", zobaczyć co się tam zmieniło tak dawno tam nie byłyśmy. A Piotrek dołączył do nas później już w miejscu docelowym. Głównym punktem naszej wycieczki był "Bratoszów", to właśnie tutaj się spotkaliśmy... jak byłyśmy małe zawsze tam jeździłyśmy z rodzicami się kąpać i ogólnie razem spędzać czas:) Jest to niewielkie jezioro, ale ma dla nas duży sentyment i chętnie tam wracamy, tym bardziej ,że nie mamy daleko, a jest tam spokojnie i można odpocząć od tego całego zgiełku. Przy okazji oczywiście nie mogło zabraknąć sesji:).
Tym bardziej, że nie mam okazji tak często mieć zdjęcia z siostrą, a jeszcze w takim miejscu to już całkiem. Był to też dobry pretekst do zrobienia sesji rowerowej (tak, tak kupiliśmy sobie z chłopakiem nowe rowery, takie jak chcieliśmy! Moja siostra też się chciała swoim pochwalić:). Nasz model jest z Decathlon (B-Twin, Rockrider 340 kolor pomarańczowy i żółty). Na pewno są jeszcze dostępne, bo niedawno je kupowaliśmy i ogólnie myślę, że jest na nie jakiś szał, bo wszędzie je widzimy w różnych kolorach.
Ogólnie z tymi rowerami to dziwna historia. Opiszę krótko jak to się da. Pojechaliśmy tydzień temu wymienić stolik w Ikea, gdyż moja siostra niestety wzięła mi nie ten kolor co chciałam, ale no cóż chociaż była okazja, żeby pojechać na Bielany Wrocławskie na małe zakupy:) Jakoś nie miałam zamiaru nic szczególnego kupować, no ale niestety wyszło jak zawsze. Więc od razu po przyjeździe poszliśmy wymienić stolik, kilka drobiazgów jak zawsze wpadło do koszyka... następnie ja udałam się na chwilę na galerię. Ale nie było nic ciekawego. Był też Mcdonald's  i pyszny shake Bounty polecam serdecznie! Ostatnim naszym punktem gdzie mieliśmy się udać miał być Auchan i zakupy spożywcze, rzadko jesteśmy, więc trzeba było wykorzystać tym bardziej, że mają czasem fajne promocje. Przy tym właśnie sklepie był Decathlon i oczywiście Piotrek chciał tam wejść, a że ja nigdy tam nie byłam...ooo no dziwne, ale jakoś nie było nigdy okazji to się wybraliśmy. Dużo fajnych rzeczy tam mają, jedne droższe, inne tańsze myślę, że każdy znajdzie na swoją kieszeń coś. My szukaliśmy plecaków trekkingowych, takich w góry na jednodniowe wycieczki, bo jednak zawsze szliśmy z takim zwykłym i to jeszcze jednym!. Więc szukaliśmy już takiego bardziej porządnego, ale wiadomo, żeby nie był jakiś drogi i przy okazji może jakiś dla mnie. I oto znaleźliśmy fajne plecaki w super cenach:).
 Następnie poszliśmy na dział rowerowy ( szczerze to myślałam nad rowerem już jakiś czas, ale jakoś tak niby chciałam niby nie, chodź byłam bardziej nastawiona na miejski, ale ten mi się tak bardzo spodobał, że postanowiłam jednak wybrać ten, gdyż też będziemy jeździć po górach i ten się sprawdzi super. Jednak rower trzeba mieć a nasze no to niestety, od komunii minęło trochę czasu, a tutaj do pracy, na zakupy, na wycieczki w sam raz:) Ogólnie z tego modelu to są rozmiary S,M,L na początku nie wiedziałam o co z tym chodzi, ale to oczywiście chodzi o wzrost ( ja mam M, a Piotrek L ). Oczywiście jak już się nastawiliśmy, że bierzemy i w ogóle to okazało, że po pierwsze pytanie czy nam dwa rowery wejdą do samochodu??? (Ford Focus-bagażnik nie za duży nie za mały...), tym bardziej, że w Decathlon już sprzedają złożone rowery (myślałam, że nie), no a oczywiście po drugie z mojego koloru i rozmiaru była ostatnia sztuka i niestety rower był porysowany, więc nie chciałam go brać...Możecie się domyślić jaka byłam zła, ale Pan nam powiedział, że są trzy sztuki na Magnolii...I pytanie jechać czy nie??? Szczerze to mi się nie chciało tam jechać tym bardziej, że było już trochę późno i że nie znamy jakoś dobrze Wrocławia, ale jednak postanowiliśmy jechać. I co się tam okazało, jeden już ktoś kupował, następny był też zadrapany, no ale ostatni na mnie czekał:) Trzeba było tylko ściągnąć koło żeby dwa nam się zmieściły i po wielu godzinach chodzenia, szukania, kupowania mogliśmy wrócić w końcu do domu. 

Krótka relacja z wycieczki:)










You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum bloga