Weekend z nami - Górska wyprawa rowerem, leniwa niedziela i zakupy w galerii:)

21:18:00



Witam ponownie na moim blogu:) I tych stałych użytkowników i nowych:) Cieszę się jak tutaj zaglądacie i macie ochotę przeczytać to co chcę Wam przekazać. Dlaczego ten weekend tak szybko mija ja się pytam?! Jednak jestem szczęśliwa, bo był to wspaniały weekend w jednym dniu bardzo aktywny, a w następnym trochę leniwy. Więc równowaga została zachowana:)

W sobotę wybraliśmy się w górską podróż rowerową jak to poważnie brzmi:) Ogólnie to nigdy nie jeździliśmy po górach więc tym bardziej było to dla nas wyzwanie, ale się podjęliśmy tej próby. Choć jakoś się nie napinaliśmy ile przejedziemy, tylko po prostu dla spędzenia fajnie czasu razem;) Ogólnie trasę rozpoczęliśmy z Przełęczy Walimskiej ( jedna z naszych ulubionych, która prowadzi na Wielką Sowę ). Jest także z Przełęczy Jugowskiej, Sokolca i pewnie jeszcze skądś... ). Naszym celem miała być Wielka Sowa, która znajduje się na 1014 m, jednak w trakcie naszej podróży zmieniliśmy trasę;) Ogólnie przejechaliśmy ponad 20 km w niecałe 4h, może i to długo, ale jechaliśmy spokojnie i też trochę prowadziliśmy, bo trasa była wymagająca tym bardziej dla nas " świeżaków ". Choć był też taki zjazd, ale to po normalnym asfalcie, że Piotrek zjeżdżał 45km/h...no ja byłam gdzieś w tyle heh. Tak więc ruszyliśmy z Przełęczy żółtym szlakiem, jest on najlżejszy i najdłuższy. Po drodze zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek na małe jedzonko i kilka fotek, żeby było co tu wrzucić:) Nie powiem trochę było ciężko, nawet i bardzo w takich warunkach (był to dzień bardzo gorący). Najlepiej jechało się pomiędzy drzewami i w cieniu wtedy można było wytrzymać. Na rozwidleniu drogi która prowadziła na Wielką Sowę, zobaczyliśmy, że w drugą stronę prowadzi na Schronisko "Sowa". Ogólnie to z 15 min drogi więc postanowiliśmy się najpierw tam przejechać. O dziwo już tyle razy tamtędy chodziliśmy, czy to ja kiedyś z rodzicami i jakoś nigdy tam nie byliśmy... Schronisko na prawdę robi wrażenie i się dziwiliśmy, że jakoś nigdy nie było nam do niego po drodze. Trochę ludzi było, odpoczęliśmy, posililiśmy się  i pojechaliśmy dalej na kolejne Schronisko "Orzeł", które było także oddalone o  15 min drogi, ale już przez drogę bardzo kamienistą i prowadziło już w stronę Sokolca. Coraz dalej byliśmy od Wielkiej Sowy i coraz mniej chciało się wracać więc postanowiliśmy pojechać tą drogą na Sokolec, bo nigdy tamtędy nawet nie szliśmy i wrócić tak jakby na około. Schronisko na prawdę bardzo fajne dużo miejsc do odpoczynku i do tego te piękne widoki nie chciało się nawet ruszać stamtąd, ale w końcu musieliśmy. Droga prowadząca ze schroniska jest bardzo stroma (bałam się nawet zjeżdzać;p), więc podejście następnym razem na pewno będzie ciężkie, ale damy radę;) Wróciliśmy asfaltem przez Sokolec, Walim ( nawet zahaczyliśmy Sztolnie Walimskie no też nie byliśmy jeszcze! ale tylko z zewnątrz następnym razem się wybierzemy ). Tu to na prawdę było ciężko chodzi mi o Walim serpentyny, kostka no ale jakoś poszło i dotarliśmy do naszego samochodu, robiąc sobie jeszcze już niedaleko odpoczynek i sesję na polanie z której widoki na prawdę były piękne. Cieszę się, że mamy tak blisko nasze piękne góry, bo zawsze ile razy już tam byłam uwielbiam do nich wracać...

A tutaj mała relacja z całej naszej wyprawy:)








A niedziela jak to niedziela...Pojechaliśmy do teściowej na obiad:) Wrzucę Wam zdjęcia kotków jakie słodziaki więc musiały mieć małą sesję. W niedzielę to już całkiem było gorąco ( prawdziwe lato) z 30 stopni to na pewno jak nie więcej;p Więc nawet nie chciało się nic robić. Choć były plany żeby po obiedzie pojechać w Góry Wałbrzyskie...Innym razem:) Praktycznie pół dnia przesiedzieliśmy na ogródku oczywiście w cieniu. Bladzioch jestem i chciałabym się poopalać, ale tak mnie męczy to słońce i mam niestety uczulenie zaraz wysypka mi taka czerwona wyskakuje i nie wygląda to za fajnie. Pod wieczór wybraliśmy się jeszcze na chwilę do galerii, niby chwila a zeszły 2 godziny...W poszukiwaniu spodenek dla Piotrka, no ale niestety nic nie było same takie krótkie a on takich nie lubi...Ja kupiłam tylko 3 rzeczy w Rossmanie, a no i jeszcze w Martesie kupiliśmy sobie znaczy ja tylko dzwonek do roweru a Piotrek kilka innych rzeczy jak coś wszystkie fotki będą na dole...Trzymajcie się cieplutko i pozdrawiam serdecznie do następnego:)
Dla osłody kociaczki:)



Obiadek na dworze smakuje o wiele lepiej:)


 Zakupy do roweru:)


I moje z Rossmanna:)


PS. Zdjęcia oczywiście zawsze są autorstwa mojego chłopaka (wiadomo oprócz tych kosmetycznych, bo zawsze ja tym się zajmuje już go nie męczę heh;p ). Zapraszam także na jego Instagrama, bo robi zdjęcia, które na prawdę robią wrażenie. Polecam @buczynski92





You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum bloga