PIENINY - 50 KM NA ROWERZE, BURZA ORAZ POŁAMANE DRZEWA CZYLI DZIEŃ DRUGI

19:00:00



Kolejny dzień naszych wakacji postanowiliśmy spędzić w Pieninach od strony Słowackiej. Cerveny Klastor - tak nazywa się miasteczko, gdzie rozpoczynała się nasza wycieczka rowerowa. Rowery przywieźliśmy razem z sobą, jednak jeśli nie macie takiej możliwości to nic straconego. Na miejscu jest dużo obiektów, które oferują wynajem różnego rodzaju rowerów ( niestety nie wiem jaki to koszt ). Samochód zostawiliśmy na bezpłatnym parkingu  przy samym wjeździe do miasta. Następnie ruszyliśmy trasą rowerową do wjazdu na szlak. Tak naprawdę jechaliśmy trochę w ciemno, bo nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie to jest, jednak oznaczenia nam w tym pomogły oraz wcześniej prześledzone Google Maps. Po drodze mija się przepiękny most na rzece Dunajec ( nie powiem robi wrażenie ). 



 



Cała trasa wzdłuż rzeki Dunajec wynosi około 8 km. Jest dosyć łagodna i dobrze zorganizowania, czyli podzielona dla osób pieszych oraz tych na rowerach i w większości przypadków było to przestrzegane. Przez większość drogi mamy widoki na skały i rzekę, plusem są także ławeczki na odpoczynek, które występują bardzo często a także źródełka z zimną wodą, co przy tej pogodzie sprawdziło się idealnie. Trasą tą dojeżdżamy do przepięknego miasteczka o nazwie Szczawnica, które obfituje w dużą ilość różnego rodzaju mostków oraz zadbanych parków ( trochę nam przypominało Karpacz, jednak o wiele mniej ludzi ). 



Janosik też był :>


Następnie kierujemy się także trasą rowerową ( szkoda, że u nas nie ma takich połączeń ) w stronę Krościenka nad Dunajcem. Tutaj również nam się bardzo podobało, kupiliśmy pamiątki, zjedliśmy gofry ( nie polecamy), wypiliśmy sorbet oraz ruszyliśmy dalej w stronę Czorsztyna ( chcieliśmy zobaczyć plaże oraz zamek ), jednak w połowie drogi zawróciliśmy, gdyż podjazdy były bardzo ostre i trasa prowadziła po drodze szybkiego ruchu, więc sobie odpuściliśmy. 



Wracając przez Krościenko złapała nas burza, która centralnie przeszła nad nami. Schowaliśmy się na chwilę pod amfiteatrem i po przeczekaniu ruszyliśmy dalej w drogę powrotną, jednak cały czas chmury nachodziły i przechodziły. Po drodze były jeszcze pierogi ( nasza tradycja heh ) i powrót. Po tym deszczu klimat na górami był jeszcze większy, mgła pięknie się unosiła i wyglądało to bajecznie, jednak droga przed nami była jeszcze spora...Na ostatnim odcinku wzdłuż Dunajca przeszło największe wyładowanie...




Mieliśmy akurat szczęście, że po drodze mijaliśmy sklepik to tam się schroniliśmy, jak i większość ludzi. Pierwszy raz takie coś przeżyliśmy, czyli burzę w górach i więcej razy mam nadzieję, że to nie nastąpi, bo strach naprawdę jest o wiele większy ( ja to taka trochę strachliwa jestem ). Lało okropnie a do samochodu był jeszcze kawał drogi ( jeszcze rowery bez błotników, więc możecie się domyślić jak wyglądaliśmy, znaczy na pewno zobaczycie na dole na zdjęciach ). Po drodze pewna Pani powiedziała nam, że są połamane drzewa i leżą na drodze więc trzeba rowery przenosić bokiem...A ja już załamanie, no to mówię pięknie...Po takiej ulewie droga była bardzo śliska, ale chcieliśmy jak najszybciej wrócić i żeby nas kolejna już trzecia burza nie złapała, dlatego włączyliśmy "szósty bieg". Już nawet nie myślałam jak wyglądam i że błoto mi leci na twarz. Po drodze były z cztery połamane drzewa, jednak jedno to największe przysporzyło największe problemy. Ja podawałam Piotrkowi rowery a on w tym błocie je przenosił ( mam nawet filmik heh ). Nie powiem przygoda niezła, ale nie wiem czy chciałabym to powtórzyć...Już przy samochodzie zaczął znowu padać deszcz, jednak to było na plus, gdyż nasze rowerki mogły się trochę umyć ( dobrze, że miałam też chusteczki nawilżane ). 


Tak wyglądał nasz samochód oraz my po wspomnianej wcześniej burzy...



Jednak późniejsza pogoda to już magia, coś pięknego i ponad godzinę chyba tak siedzieliśmy wpatrując się w te widoki i wspominając wcześniejsze przygody :)



Wracając gdy zobaczyliśmy tą mgłę i jak to pięknie wygląda zahaczyliśmy jeszcze Niedzicę ( oczywiście trzeba było zrobić zdjęcia, ale nieważne, że nie wyglądaliśmy heh ). Było naprawdę pięknie i chcielibyśmy wrócić do tego miejsca...
Oby się udało i to jak najszybciej :>




Bardzo ciekawy i popularny obraz 3D na zaporze ( Moc żywiołów ). Naprawdę robi wrażenie.

 

Przepiękny był tego dnia zachód i nie mogliśmy go odpuścić, nawet po tak ciężkim dniu.




W górę czy w doł??? Oto jest pytanie...


Foto by P.Buczyński

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Fajnie tak sobie patrzeć i wspominać własne podróże. Tu byłam i tu. Pieniny są cudowne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspomnienia są piękne :) Warto robić wszystko, żeby mieć co wspominać :) Gratuluję wspaniałej pasji i trzymam kciuki za dalsze relacje blogowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda i zgadzam się z tym w stu procentach! Dziękujemy bardzo i pozdrawiamy :>

      Usuń

Archiwum bloga