TRZECI INTENSYWNY DZIEŃ, WYCIEŃCZENIE CZYLI TRZY KORONY I SOKOLICA

19:00:00


Kolejny dzień góry nas zaskakują...Jednak przecież nie pierwszy raz w nich jesteśmy, więc już się trochę do tego przyzwyczailiśmy. Wcześniej to były tylko Karkonosze oraz nasze Góry Sowie i tam pogoda aż tak diametralnie się nie zmieniała. Tutaj to już całkiem inna bajka... Trzeci dzień rozpoczął się od klimatycznej mgły ( powiem Wam, że coraz bardziej lubimy taką pogodę ), następnie było "morze chmur" a na końcu upał w którym nie można było wytrzymać. Jednak prawie wszystkie dni tak wyglądały. Akurat trafiliśmy na wysokie temperatury, choć lepiej jakby było trochę chłodniej. Zapraszam na poprzednie wpisy tam więcej się dowiecie o pierwszym i drugim dniu naszych wędrówek.
Wstaliśmy tak jak przez ostatnie dni o godzinie piątej, znaczy ja, bo Piotrek trochę później. I wyruszyliśmy w to samo miejsce co dzień wcześniej czyli do Cerveny Klastor po stronie Słowackiej. Stamtąd rozpoczynała się nasza wycieczka. Był plan aby wejść na Trzy Korony a następnie Sokolicę, choć nie do końca wiedzieliśmy czy damy radę.  Jednak udało się, po ciężkich bojach, ale to już Wam po kolei opowiadam. Szlak zaczyna się tak naprawdę w mieście, przechodzimy przez ten popularny most nad Dunajcem o którym Wam opowiadałam w poprzednim poście oraz zaraz za nim kierujemy się w prawo. My jak zwykle narobiliśmy sobie trochę więcej drogi, bo tak naprawdę jeszcze spory kawałek co przeszliśmy można było podjechać, no ale cóż człowiek uczy się na błędach prawda? :) Ogólnie jest jeszcze jedna droga którą mijaliśmy będąc na rowerach w Szczawnicy i jest ona o wiele krótsza, jednak wybraliśmy tą. Co się później okazało nią tamtą i tak wracaliśmy :) Tak więc nasz szlak prowadził na początku po drodze asfaltowej a następnie już pomiędzy lasem. 

Natura o poranku :)






Szlak nie powiem, że był łagodny, bo nie był...Jednak to też był fakt, że trzeci intensywny dzień z małą ilością odpoczynku dla nas (a tak naprawdę czwarty na pełnych obrotach, więc już organizm odmawiał posłuszeństwa, ale nie poddawaliśmy się, choć były momenty zawahania). Byłoby coś nie tak to na pewno byśmy zawrócili. Z każdą godziną oraz dalszą drogą pogoda się zmieniała. (zobaczycie na dole)









Punkt kulminacyjny był na Trzech Koronach, czyli pierwszym głównym punkcie na który się udaliśmy. Morze chmur...no musicie to zobaczyć! Choć oczywiście zdjęcia tego nie odzwierciedlają tak jak to było naprawdę, ale uwierzcie na słowo była magia! I chyba jak zawsze byliśmy najdłużej na punkcie widokowym i najdłużej podziwialiśmy to co się tam działo, czyli najpierw wszystko przykryte tą mgiełką  a następnie rzeka Dunajec i wszystko powoli się odsłaniało. Sam Pan z kasy biletowej powiedział, że tego dnia od dłuższego czasu pogoda naprawdę dopisała i była najlepsza, ale szczęście! A my myślimy, że nie mamy heh.

Trzy Korony 982 m n.p.m





Przepięknie odsłania nam się Dunajec.


Mamy także super zdjęcia razem dzięki bardzo uprzejmym chłopakom dzięki!


 W końcu zeszliśmy z Trzech Koron i dalej udaliśmy się w kierunku Sokolicy. Jednak był to kawałek drogi, ale mówimy jesteśmy pierwszy raz to szkoda byłoby nie zobaczyć, natomiast w głowie cały czas było to, że długi powrót przed nami. Na Sokolicę to całkiem był "hard core", jednak potrafią się znaleźć i tacy ludzie co w sandałkach czy klapkach wchodzą, no ale cóż ich wybór :) Ja tylko mogę powiedzieć, że mi ciężko było przejść w moich butach " górowych " to już widzę jak te Panie sobie dawały radę. Bardzo długa droga, cały czas góra-dół i jeszcze te kamienie, skały...Ale w końcu jesteśmy :) A i zapomniałam Wam powiedzieć, że na Trzy Korony oczywiście trzeba wykupić bilecik i na Sokolicę także, jednak jak kupicie w jednym z tych miejsc to na drugie już macie wstęp darmowy. Czyli zależy od której strony wchodzicie i co pierwsze mijacie to w tym miejscu kupujecie bilet. Ja oczywiście też wzięłam pieczątki (pamiątka musi być), jednak musimy w końcu zamówić książeczki GOT PTTK aby tam zbierać z każdego odwiedzonego miejsca pieczątkę. Tak jak na Trzech Koronach była zwykła platforma, to na Sokolicy są po prostu kamienie tak jak je natura uformowała i naprawdę ciężko tam gdzieś stanąć tym bardziej jak tyle ludzi znajduję się razem w tym samym miejscu. Jeszcze akurat byliśmy w największym szczycie (także pogodowym), mogę tylko powiedzieć, że mniej niż 40 stopni nie było, więc domyślacie się jak szybko stamtąd zeszliśmy pomimo pięknych widoków, ale zdjęcia oczywiście musieliśmy zrobić.





Sokolica 747 m n.p.m


Czarno-białe zdjęcia mają swój klimat :)


 Po zejściu decyzja czy wracamy tym samym szlakiem ( jakieś 15 km po kamieniach) czy idziemy już w dół w stronę Szczawnicy i wracamy normalną drogą. Oczywiście wiecie co wybraliśmy, tylko trzeba było się przedostać na drugą stronę. W tym pomógł nam flisak, z którym przepłynęliśmy te ok.100 m za 2 zł :) Powrót był już drogą pieszo-rowerową tą co dzień wcześniej przemierzaliśmy na rowerach.

Foto by P.Buczyński




You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum bloga